Po raz pierwszy postanowiłam pojechać na Alaskę w okresie, w którym mogłam się spodziewać wciąż wysokich temperatur – czyli w sierpniu. Podróżni wybierający się na Alaskę najczęściej wybierają okres od maja do września, gdyż wtedy temperatura jest już dodatnia i potrafi dojść nawet do 20+ st. C. Jednak nawet w tym okresie zdarzają się przymrozki, zwłaszcza w nocy (mnie złapały pierwsze przymrozki już w połowie sierpnia!). Dzięki dobrej pogodzie, w okresie letnim można nocować właściwie wszędzie w namiocie, co naprawdę obniża koszty podróży (najtańsze hostele kosztują około 20 – 25$ za noc, gdzie nocowanie w namiocie to koszt rzędu 0 – 12$ w zależności gdzie się rozbijesz). Jedyny „problem” w tym, że latem też często pada…. więc lepiej zabrać ze sobą nie tylko śpiwór na wszystkie pory roku ale również dmuchaną karimatę i sprawdzony i nieprzemakalny namiot. Najlepiej dodać do tej listy jeszcze nieprzemakalne spodnie i kurtkę;) Te ostatnie przydadzą się zarówno w chodzeniu po górach jak i na łodzi podczas łowienia ryb, a na miejscu trzeba będzie na nie wydać min 75$! [http://www.sportsunlimitedinc.com/rain-gear-rain-coats.html]
Mój lot trwał chyba z 24h, bo żeby nie płacić za dużo wybrałam opcję z 3 przesiadkami… Tak częsta zmiana linii musiała skutkować zagubieniem bagażu! Całe szczęście w miarę szybko udało się ustalić gdzie zguba została – w Seattle;)
Zwiedzanie Alaski rozpoczęłam od południa, od małej miejscowości turystycznej o nazwie Seward. Ponieważ w Seward mieszka ogromna liczba rybaków, to jest to pierwsze miejsce w którym można się wybrać na łowienie ryb (osobiści odradzam bo drogo!). Stamtąd też można popłynąć statkiem na oglądanie potężnych lodowców, schodzących do wody. Warto pobyć nieco dłużej pod lodowcem i zobaczyć jak jego część się odłamuje i wpada z hukiem do wody, dzięki czemu wokoło wszędzie pływa kra (nawet w środku lata). Niektórzy na oglądanie lodowca wybierają się na kajakach (co na pewno stanowi jeszcze lepsze widowisko) ale to niestety jest dużo droższe od wycieczki łodzią (dla porównania, standardowa cena 1dniowej wycieczki na łodzi to koszt rzędu 115$ natomiast kajakiem około 500$!!).
Poza wycieczką łódką do Kenai Fjords National Park, Seward ma jeszcze wiele do zaoferowania. M.in. należy wybrać się na kilka wypraw górskich (polecam 7-godz. wyprawę do zagubionego alpejskiego jeziora!), wspinanie się po lodowcu (najlepsze!) czy samodzielne wynajęcia kajaków i popływanie wzdłuż wybrzeży parku.
Kolejnym miejscem które warto zobaczyć na południu jest miasteczko Homer. Cudo! Nigdzie indziej nie będziecie mogli spać na plaży i budzić się otoczeni górami pokrytymi śniegiem oraz masywnymi wulkanami;)) To wszystko można zobaczyć nocując na najbardziej znanej części miasta – the Spit. Poza przyrodą, główną atrakcją tego miejsca jest na pewno lokalny bar – Salty Dog! Jeśli nie macie za dużo $$ to musicie tam wpaść – kasa zdobi zarówno ściany jak i sufit tego miejsca (zresztą nie tylko – jak zabraknie wam bielizny, to też ją tam znajdziecie;) To też jest popularne miejsce do łowienia ryb. No i stąd można dostać się promem (czyli najtaniej) na Kodak Island, miejsca gdzie mieszkają największe niedźwiedzie! Jeśli ktoś widział kiedyś na National Geographic zdjęcie misia łowiącego ryby w rzece albo trzymającego w pysku pstrąga – to to zdjęcie było na 99% właśnie tam zrobione!
Południe Alaski to chyba moja ulubiona część. Bardzo zielona i górzysta. No i tu mieszka na stałe najwięcej ludzi;) Im bardziej na północ, tym coraz mniejsze miejscowości. Krajobraz też jest inny – wciąż górzysty ale występuje już mniej zieleni…
W drodze na północ, do Denali National Park warto zatrzymać się w kilku mniejszych miejscowościach, przez które przejeżdża pociąg. Jedna z nich na pewno jest Talkeetna! To miasteczko żywcem wyjęte z filmu „Przystanek Alaska” z całą jego atmosferą i podejściem mieszkańców do życia. Talkeetna jest znana również z tego, że stąd wyrusza większość ekspedycji górskich na Mc.Kinley (albo jak zwą ją miejscowi – góra Denali), która znajduje się w parku Denali. Samą górę można już podziwiać z Talkeetny, o ile widoczność pozwoli ;)) Niestety, z tą bywa różnie i nie warto wierzyć jakimkolwiek prognozom pogody. Po prostu, albo się trafi albo nie. Pod tym względem miałam dużo szczęścia!
W drodze na północ, do Denali National Park warto zatrzymać się w kilku mniejszych miejscowościach, przez które przejeżdża pociąg. Jedna z nich na pewno jest Talkeetna! To miasteczko żywcem wyjęte z filmu „Przystanek Alaska” z całą jego atmosferą i podejściem mieszkańców do życia. Talkeetna jest znana również z tego, że stąd wyrusza większość ekspedycji górskich na Mc.Kinley (albo jak zwą ją miejscowi – góra Denali), która znajduje się w parku Denali. Samą górę można już podziwiać z Talkeetny, o ile widoczność pozwoli ;)) Niestety, z tą bywa różnie i nie warto wierzyć jakimkolwiek prognozom pogody. Po prostu, albo się trafi albo nie. Pod tym względem miałam dużo szczęścia!
Poza malowniczymi domkami i niesamowicie przyjazną atmosferą, Talkeetna ma do zaoferowania najlepszy z dotychczas przeze mnie odwiedzonych hosteli (a była ich masa!) – International Backpackers Hostel. Kto nie odwiedzi ten nie zrozumie o czym mówię…. Mnie Talkeetna zauroczyła potwornie, tak więc w niej samej i okolicach spędziłam chyba z 5 dni!

W samym parku Denali można by co najmniej tydzień spędzić. Jednak żeby udało się nocować na najlepszych kampingach (np. nad Wonderlake pod samą Mc. Kinley) miejsca trzeba rezerwować wcześniej (można przez telefon płacąc kartą kredytową). Dla odważnych jest też opcja ubiegania się o licencję na back country backpacking, czyli pozwolenie na nocowanie „na dziko” w wybranym sektorze parku. Tylko w wybranym, bo łatwiej będzie jakby co kogoś odnaleźć plus w sektorach gdzie chwilowo jest więcej zwierząt nie można nocować;)) Ze względu na liczbę misi i wilków, ja się nie odważyłam…. Ale kamping naprawdę jest super, bo też ma ograniczoną liczbę miejsc (nad Wonderlake mają tylko 24 miejsca!).
Fairbanks natomiast to najbrzydsze i najbardziej ponure miasto jakie odwiedziłam na Alasce!! Szkoda czasu zostawać tam dłużej! Dla mnie była to baza wypadowa na północ – (warto przekroczyć koło biegunowe i zobaczyć jak bezludna i różna od pozostałej części stanu jest północ). Tam też można pochodzić po górach i odnaleźć prześliczne górskie jeziora. A co najważniejsze, to właśnie na północy znajdują się miasteczka zamieszkałe przez rdzenną ludność Eskimosów. Jednak żeby tam dłużej zostać i campingować należy zabrać ze sobą SPORO prowiantu – na północy nie jest łatwo o jakiekolwiek zaopatrzenie!
No cóż, jak dobrze pójdzie, to gdzieś w połowie marca znowu zawitam na Alasce. Tym razem będzie to wypad wyłącznie snowboardowy!